Piotr Stokowiec nie tak wyobrażał sobie zakończenia roku. Lechia Gdańsk przegrała na własnym stadionie z Rakowem Częstochowa 0:3. To druga porażka z rzędu w taki stosunku.
– Nie tak sobie wyobrażaliśmy to zakończenie roku. Ta końcówka zepsuła wizerunek, na który ciężko pracowaliśmy, ale taki jest stan rzeczy i trzeba się z tym pogodzić. Nieprzypadkowo te dwa mecze przegraliśmy po 0:3. Ta energia, która nam towarzyszyła wcześniej, gdzieś nam uciekła.
– Czeka nas dogłębna analiza tego, co możemy poprawić, co się wydarzyło i na pewno nie chcę na gorąco oceniać i za dużo powiedzieć, bo trzeba nam wnikliwej i chłodnej analizy. Nie chodzi o szukanie winnych, odpowiedzialni jesteśmy wszyscy. Te oczekiwania są większe, w tej końcówce nie sprostaliśmy im. Taka jest piłka, widzimy, co może się wydarzyć w ciągu roku. Niedawno byliśmy bohaterami, a teraz te nastroje są dużo gorsze. Ja bym nie dramatyzował. Jest cięższy czas, ale wszystko się po coś wydarza. Wierzę w to, że posłuży nam to, byśmy wyszli silniejsi. Trzeba wyciągnąć wnioski, dokładnie to przeanalizować i grać lepiej.
– Gdańsk zasługuje na to, żeby grać lepiej. Kibice na to zasługują. Wierzę, że będą z nami w trudnych chwilach. Przeżywamy trudny moment, ale ja na pewno się nie poddam. Wyjdziemy z tego. Zrobię wszystko, czeka nas ogrom pracy. Tabela pokazuje, że jest jeszcze wiele do ugrania i ja broni nie składam. Wręcz przeciwnie, będziemy jeszcze ciężej pracować. Piłkarze muszą być na to gotowi. To jedyna droga.